Kategoria: Uncategorized

Metody leczenia alkoholizmu

Chorobę alkoholową w Polsce leczy się różnymi metodami. Niektórym wystarcza terapia ambulatoryjna, inni muszą iść na odwyk w zakładzie zamkniętym. Część alkoholików powraca do trzeźwości dzięki samej psychoterapii, u innych trzeba dodatkowo wprowadzać farmakologię, aby pomóc osiągnąć ten efekt.

Poradnia lub oddział

O tym, gdzie ostatecznie powinien trafić alkoholik, decyduje diagnoza specjalisty. Gdy potrzebny jest detoks, istnieje zagrożenie dla życia osoby nadużywającej alkoholu, wówczas kieruje się ją w pierwszej kolejności na oddział leczenia zespołu abstynencyjnego. Tam hospitalizacja trwa zazwyczaj 7-10 dni. Po przywróceniu równowagi w organizmie (nawodnienie, uzupełnienie witamin itd.), pacjent, który chce skończyć z nałogiem, powinien podjąć leczenie w poradni/ośrodku leczenia osób uzależnionych. Nie dla każdego wówczas ambulatoryjna forma pomocy, która polega na uczestnictwie w zajęciach (kilka godzin dziennie przez 8-14 tygodni) na oddziale dziennego pobytu, jest jednak najlepszym rozwiązaniem. Czasami lepszą opcją jest skorzystanie z całodobowego pobytu w takiej placówce, zwłaszcza gdy najbliższe otoczenie nie sprzyja trzeźwieniu (np. wszyscy w rodzinie piją).

Psychoterapia – podstawa leczenia choroby alkoholowej

Najważniejszą formą leczenia alkoholizmu jest psychoterapia. To proces, podczas którego pacjent uświadamia sobie swój problem i jest motywowany do zmiany stylu życia. Osoba uzależniona często neguje fakt, że nadużywa alkoholu i nie chce rozstać się z nim. Znajdzie nawet wiele powodów, dla których nie czuje potrzeby takiej zmiany. Wówczas rolą psychoterapeuty jest stworzenie tzw. dysonansu moralnego, czyli pokazanie alkoholikowi, że jego nałóg stoi w opozycji do tego, co ma dla niego zdecydowanie większą wartość w życiu, czyli np. bycia mężem, ojcem, pozycja zawodowa itd. To, że pije, sprawia, że sam niweczy swoje marzenia, plany i największą krzywdę wyrządza właśnie sobie. Cel zostanie więc osiągnięty, gdy uświadomi sobie, że jest osobą uzależnioną i nauczy się skutecznie radzić sobie z głodem alkoholowym, nawrotami choroby i bez alkoholu – z emocjami, problemami, relacjami z ludźmi czy życiowymi zadaniami. Program zdrowienia trwa zazwyczaj wiele miesięcy, czasami nawet lat, a początkiem są właśnie spotkania indywidualne i grupowe w warunkach stacjonarnych. Po tym okresie ma miejsce terapia uzupełniająca lub podtrzymująca, która prowadzi się już ambulatoryjnie.

Farmakoterapia – uzupełnienie procesu leczenia

Najczęściej jest uzupełniającym elementem w leczeniu alkoholizmu. Ma duże znaczenie, gdy pacjent poddawany jest detoksowi i pomaga łagodniej znieść skutki zespołu abstynencyjnego. Leki wspierają także psychoterapię. Przykładem może być tzw. wszywka, czyli umieszczenie pod skórą środka, który będzie wywoływał nieprzyjemne reakcje organizmu po wypiciu nawet małej ilości alkoholu.

Najbliżsi i grupy wsparcia

Wychodzenie z nałogu alkoholowego wymaga także wsparcia osób najbliższych i uświadomienie sobie przez nie, w jaki sposób mogą pomóc w leczeniu, zamiast nieświadomie wspierać uzależnienie. Alkoholicy mają możliwość szukania pomocy także w stowarzyszeniach (np. Anonimowi Alkoholicy) i klubach abstynenckich. To grupy wsparcia, które tworzą osoby z podobnym doświadczeniem, służące pomocą m.in. w rozwijaniu umiejętności potrzebnych w procesie zdrowienia.

Uzależnienie – choroba rodząca się w mózgu

Alkohol, seks, narkotyki, lekarstwa, hazard, zakupy, internet – uzależnić się można od każdej z tych rzeczy. Nieważne co to jest – mechanizm działania w każdym przypadku jest takim sam. Chodzi przede wszystkim o subiektywne poczucie przyjemności i satysfakcji.

Apetyt rośnie w miarę jedzenia

W mózgu każdego człowieka znajduje się tzw. układ nagrody, czyli coś na kształt mózgowego centrum przyjemności. Za to uczucie odpowiada NAC, czyli neuroprzekaźnik. Odczuwanie przyjemności wiąże się z wydzielaniem w nim dużej ilości dopaminy. A ta powstaje pod wpływem zażywanych substancji czy niektórych czynności, jakie wykonujemy. Dopamina motywuje do poszukiwania bodźców, które będą wzmacniać to uczucie. Gdy zaczyna wydzielać się jej zbyt wiele, wówczas pojawia się już trudna do poskromienia chęć ponownego zażycia środka psychoaktywnego albo wykonania czynności mogącej uzależnić. Z punktu widzenia mózgu jest to rzecz, którą człowiek chce powtarzać. I tak rodzi się nałóg. Uzależnienie polega na tym, że pojawia się potrzeba przyjmowania coraz większych substancji, bądź coraz częstszego podejmowanie zachowań, aby osiągnąć pożądany efekt. Ta rosnąca tolerancja sprawia jednak, że człowiek z czasem przestaje czerpać przyjemności z innych, codziennych zainteresowań, czynności czy działań. Z kolei uzależniającą substancję zażywa w coraz większych ilościach, czy też częściej poddaje się nałogowym zachowaniom. Gdy natomiast organizm ma te rzeczy ograniczone lub jest od nich odcięty, to wówczas pojawia się zespół odstawienia oraz towarzysza mu różne objawy somatyczne. Dlatego właśnie uzależnienie nazywa się ostatnio coraz częściej „chorobą mózgu”.

Trudno wyjść z nałogu

Silna potrzeba przyjmowania jakiejś substancji lub wykonania określonej czynności, wiąże się także z utratą kontroli nad tym procesem i odczuwaniem przymusu angażowania się w te rzeczy. Dlaczego tak trudno wyjść z nałogu? Bo zaburzony zostaje układ nagrody mózgu. To, co było wcześniej dla niego przyjemnością, teraz staje się właśnie przymusem. Nie tylko więc ludzka wola jest istotna w procesie leczenia, ale poza psychiką także znaczenie ma istnienie pewnych połączeń nerwowych, które mogą pozostawać w mózgu nawet do końca życia, pomimo życia w abstynencji. Dlatego właśnie nad osobami zmagającymi się z nałogami cały czas krąży widmo powrotu do nałogu. Trzeba więc założyć już na początku drogi do życia bez uzależnień, że będzie to proces długotrwały.

Dlaczego osoby uzależnione nie szukają pomocy?

Bo zazwyczaj nie mają świadomości, że są chore. A nawet jeśli w jakimś stopniu odczuwają konsekwencje nałogu, to jednak nadal uważają swój problem za błahy. Do tego jeszcze boją się, że każda rozmowa na temat nałogu kończyć się będzie pouczaniem, krytyką itd., a spotkanie z psychologiem czy terapeutą – namawianiem do rzucenia nałogu, czego tak naprawdę nie chcą. Osoby uzależnione nie wiedzą też często, na czym polega ich problem i jak się go leczy.

Dlatego ważne jest uzmysłowienie, że uzależnienie to zaburzenie chroniczne, które może występować nawet po zaprzestaniu leczenia, zakłócenie powiązań między emocjami, myśleniem i zachowaniem.

Patologiczna podejrzliwość – osobowość paranoiczna

Na co dzień nie ufa nikomu, jest podejrzliwy i wrogo nastawiony. Człowiek posiadający osobowość paranoiczną, uważa, że nawet jego najbliżsi nie są szczerzy wobec niego, a jeśli ma partnera, to jest w stanie stale podejrzewać go o niewierność.

Jedno z zaburzeń osobowościowych

Osobowość paranoiczna zaliczana jest do zaburzeń osobowościowych. Nawet osobom zdrowym zdarza się być podejrzliwym wobec innych. Jednak w przypadku tych, które mają zaburzenia na tym tle, przyjmuje ona wręcz patologiczny wymiar. Chory wychodzi z założenia, że całe otoczenie jest nastawione przeciwko niemu, snuje wobec niego złowieszcze plany i może mu wyrządzić krzywdę.

Początki tej choroby pojawiają się zazwyczaj w okresie dorastania lub na progu dorosłości i częściej dotyka ona mężczyzn. Nie ma jednoznacznie określonych przyczyn. Na ukształtowanie osobowości paranoicznej wpływ mogą mieć zarówno geny (jeśli ktoś z rodziny cierpiał na jakieś zaburzenie osobowości) lub takie choroby, jak i schizofrenia, czy zaburzenia urojone. Chorobę tę mogą także wywołać doświadczenia z okresu dzieciństwa takie jak maltretowanie lub inne formy przemocy, bądź prześladowania przez rówieśników np. w szkole.

Podejrzliwość i nieufność to nie wszystko

Aby stwierdzić, że ktoś cierpi na paranoiczne zaburzenie osobowości, nie wystarczy tylko oparcie się na tym, że jest podejrzliwy i nieufny. Wśród innych charakterystycznych objawów wymienić można m.in.:

  • stałe przekonanie o tym, że ktoś chce pacjenta wykorzystać, zrobić mu krzywdę, zaszkodzić,
  • problemy w relacjach z innymi ludźmi – unikanie zwierzania się, mówienia o sobie w obawie, że zostanie to wykorzystane przeciwko pacjentowi,
  • trudności w relacji z partnerem, który często jest oskarżany przez pacjenta o niewierność,
  • nieuzasadniona, stała potrzeba walczenia o swoje prawa,
  • trudności w wybaczaniu, chowanie długo urazów wobec innych,
  • łatwość w przekreślaniu innych ludzi, którzy „zawiodą” zaufanie pacjenta – wystarczy nawet cień podejrzenia,• nadmiernie rozbudowane poczucie własnej wartości.

W skrajnych przypadkach taka osoba jest w stanie całkowicie odizolować się od członków własnej rodziny czy znajomych. Rzadko kiedy sama zgłasza się do lekarza specjalisty – psychologa lub psychiatry. Częściej starania w tym zakresie czynią bliscy ze względu na to, że codzienne życie z takim człowiekiem jest bardzo trudne, skomplikowane i męczące na dłuższą metę. Zanim zostanie postawiona ostateczna diagnoza, specjalista wyklucza inne przypadki takie, jak schizofrenia czy zaburzenia urojeniowe.

Leczenie nie jest proste

Psychoterapia pełni podstawową rolę w leczeniu tego zaburzenia. Nie jest ono łatwe, ale możliwe. Pacjent wychodzi bowiem z założenia, że wszyscy chcą mu zrobić krzywdę, co utrudnia zdobycie jego zaufania i nawiązanie relacji terapeutycznej. Zdarza się więc często, że osoba chora szybko rezygnuje z leczenia. Czasami dodatkowo wprowadza się także farmakoterapię, ale leki nie mają być antidotum na zaburzenie, tylko na inne, współwystępujące u pacjenta problemy.

Tanatofobia – lęk przed śmiercią

Choć śmierć jest rzeczą nieuniknioną w życiu każdego z nas, to jednak oswojenie się z tą nieuchronną perspektywą nie jest dla wszystkich takie proste. Obawa przed nią może być czasami na tyle silna, że osoba, którą ją odczuwa, wymaga wręcz specjalistycznego leczenia. Takie zjawisko ma nawet swoją nazwę. To tanatofobia, czyli lęk przed śmiercią. U osób, które na nią cierpią, hasło: „dzisiaj jesteśmy, jutro nas nie ma”, wywołuje paniczny strach i nie potrafią cieszyć się na co dzień życiem.

Skąd ta obawa?

Tanatofobia może być spowodowana różnymi obawami. Jedną z nich może być lęk przed nieznanym. W końcu tak naprawdę nie do końca wiemy, co i gdzie nas czeka, jak umrzemy. Nie mamy również pojęcia, kiedy to nastąpi i w jakich okolicznościach. Nikt z nas nie ma możliwości poznania tej tajemnicy wcześniej.

W przypadku osób wierzących strach może dotyczyć także samego zagadnienia życia wiecznego. Z jednej strony jest to pewna nadzieja dla nich, z drugiej – jak ono będzie wyglądało. Pojawia się tu obawa przed skutkami grzechów, czy człowiek zostanie zbawiony, czy też nie i to ona zakłóca radość życia ziemskiego.

Silny lęk może również wywoływać perspektywa cierpienia, które będzie poprzedzało śmierć, wynikającego np. z choroby, obrażeń poniesionych w wypadku. Ze śmiercią wiąże się też pozostawienie bliskich. I tu także może wręcz patologicznie narastać obawa, że człowiek nie zdąży załatwić wszystkich spraw, spłacić długów i tym samym bliscy będą mieli przez niego kłopoty. Lęk w tym znaczeniu to także strach przed tym, jak sobie inni bez niego w ogóle poradzą w życiu. Ta kwestia może być szczególnie silna w przypadku osób ciężko chorych – młodych rodziców, którzy boją się o losy swojego dziecka, gdy zabraknie mamy albo taty. Ponadto, gdy rodzic będzie się za bardzo przejmował śmiercią dziecka, to będzie miał wielki problem, aby cieszyć się życiem.

Unikanie wszystkiego, co kojarzy się z końcem życia

Tanatofobia powoduje, że człowiek na nią chorujący, zaczyna unikać miejsc, tematów i wydarzeń kojarzących się ze śmiercią: cmentarzy, domów pogrzebowych, pochówku, programów związanych z balsamowaniem zwłok, pracą patologa sądowego. Takie widoki wywołują wówczas u niego np.:

  • kołatnie serca,
  • duszność,
  • nadmierne pocenie się,
  • paraliż,
  • bóle i zawroty głowy,
  • paniczny lęk.

Ponadto osoba cierpiąca na tanatofobię może nieustanie rozmyślać o śmierci, nawet nie mając ku temu ww. powodów lub każdą informację na temat choroby kogoś bliskiego czy znajomego od razu rozpatrywać w kategorii nadchodzącego zgonu.

Odzyskać radość życia

W leczeniu nadmiernego lęku przed śmiercią sprawdza się wizyta u psychiatry lub psychoterapeuty. Pierwszy ze specjalistów zajmuje się postawieniem prawidłowej diagnozy, a drugi – dalszym leczeniem. Osobom, które panicznie boją się końca życia, trudno rozmawia się z innymi na ten temat. Psychoterapia w tym przypadku to dążenie do tego, aby chorzy na tanatofobię odzyskali ponownie radość z życia – bycia tu i teraz, a nie tylko widzieli czarne scenariusze we wszystkim, co ich spotyka. Pomocna może być także konsultacja religijna z księdzem.

Nienawiść – gdy kumulują się negatywne emocje…

Intensywna kombinacja negatywnych emocji – tak można zdefiniować nienawiść. Zna ją pewnie większość z nas. Może pojawić się w stosunku do konkretnej osoby lub grupy osób. Możemy ją także żywić w stosunku do czegoś. Z reguły łączy się z pragnieniem, aby obiektowi naszej nienawiści stało się coś złego. Jest stanem emocjonalnym, który zazwyczaj skrywamy. Bardzo często wiążą się z nią także inne uczucia, takie jak np. wściekłość, złość, upokorzenie, ból, bezradność czy nawet chęć zemsty. Uzewnętrzniając je, nie zawsze czujemy ulgę. Mogą się bowiem potem pojawić np. wyrzuty sumienia. Tak działa bowiem gniew wywołany pod wpływem impulsu. Świadczy też o braku równowagi wewnętrznej. Tymczasem warto spróbować okiełznać te negatywne emocje, gdyż długotrwała nienawiść może prowadzić m.in. do depresji czy zachowań agresywnych.

Dlaczego budzą się w nas złe emocje?

W życiu czujemy się czasami zranieni, niesprawiedliwie potraktowani, skrzywdzeni. Takie doświadczenia wywołują silne, negatywne uczucia. Nie zawsze jesteśmy w stanie wyeliminować je ze swojego życia. Możemy jednak pracować nad tym, aby złagodzić ich intensywność. Warto zacząć od uświadomienia sobie, z czego bierze się w nas nienawiść. Dlaczego pewne osoby, rzeczy, sytuacje itd. sprawiają, że budzą się w nas złe emocje? Wówczas możemy dojść do wniosku, że zdarza się tak, że sami uruchamiamy i podkręcamy w sobie negatywne uczucia, a nie zawsze są one tak zasadne lub mają taką skalę, jaką sobie wyobrażamy.
Przywrócenie równowagi życiowej opierać się więc powinno przede wszystkim o poznanie przyczyn i mechanizmów, jakie uruchamiają w nas uczucie nienawiści.

Nieodłączny życiowo element – niekoniecznie powód do dumy

Kolejnym krokiem jest też akceptacja tego, że nienawiść jest nieodłącznym elementem naszego życia i naszej natury, choć należy do rzeczy, z których nie jesteśmy dumni. Taka zgoda oznacza, że traktujemy ją jako jedno z uczuć, a nie słabość.
W jaki sposób jeszcze można popracować nad pokonaniem nienawiści? Sprawdzą się tu różne techniki wyciszające typu joga, słuchanie relaksacyjnej muzyki. Czasami także wystarczy spacer w samotności, aby uspokoić się i przemyśleć problem. Przebywanie w otoczeniu, które nas dodatkowo „nakręca”, zdecydowanie nie pomoże.

Odpuścić sobie i innym

Pielęgnowanie w sobie złych emocji na dłuższą metę nie rokuje dobrze dla naszego wewnętrznego rozwoju i relacji z innymi ludźmi. Lepiej wszelkie negatywne doświadczenia, które uaktywniły pokłady nienawiści, potraktować jako lekcję wiedzy o samym sobie. Bo zdolność wybaczania, czyli odpuszczanie innym i sobie również, jest procesem długim, wymagającym czasu. Nawet wtedy, gdy ci, którzy nas skrzywdzili, nie poczuwają się do przeprosin czy jakiegokolwiek poczucia skruchy, lepiej skupić się na zadbaniu o siebie i o swoje wnętrze.
Gdy jednak nie uda nam się samodzielnie zapanować nad odczuwaną cały czas silnie nienawiścią, zawsze można jeszcze udać się na konsultację do psychologa, zanim to uczucie zdominuje wszystkie obszary naszego życia.