Kategoria: Uncategorized

Domowy detoks

Zerwanie z nałogiem to proces, który wymaga czasu i cierpliwości. Podejmowaną próbę najczęściej rozpoczyna detoks. Nie zawsze musi od razu wiązać się ze szpitalem, faszerowaniem lekami, odizolowaniem od świata zewnętrznego. Jeśli osoba uzależniona jest zdeterminowana i ma wsparcie bliskich jej osób może podjąć taką terapię w domowym zaciszu. Musi być to jednak dojrzała decyzja – trzeba przezwyciężyć bowiem przekonanie, że takie działanie się nie uda i uwierzyć we własne siły oraz możliwości.

Plan działania

Przygotowania do wdrożenia procesu terapeutycznego należy zacząć od ustalenia jego daty rozpoczęcia i zakończenia. Bardzo ważna będzie też w tym czasie obecność osoby życzliwej, która będzie wsparciem. Kolejnym krokiem jest uzmysłowienie sobie, jakie szkody spowodował nałóg, jak wpłynął na dotychczasowe życie, do czego doprowadziło uleganie uzależnianiu. Te fakty powinien być już motywatorem do podjęcia próby zerwania z nim. Następnie trzeba sobie wyobrazić siebie i swoje życie bez nałogu. Może wówczas pojawi się dawno nieodczuwana radość z najprostszych czynności, kontaktów międzyludzkich? W dalszej kolejności jest wyobrażenie sobie, co będę robił po wyjściu z nałogu. Może skupię się na nauce tańca, języka obcego, wrócę do starych zainteresowań lub znajdę nowe? A może poszukam nowej pracy albo zacznę działać jako wolontariusz? Ważne jest to, aby każdy dzień był na tyle wypełniony pożytecznymi czy przyjemnymi rzeczami (np. uprawianie sportu), żeby brakowało w nim czasu na nudę. Na tym etapie domowego detoksu potrzebna jest siła napędowa, która będzie mobilizowała do działania oraz przebywanie wśród ludzi, którzy nie mają problemów z nałogami. Pułapką za to będzie kontaktowanie się z osobami uzależnionymi.

Bez środka uzależniającego

Kolejnym trudnym wyzwaniem jest przygotowanie się do odstawienia środka uzależniającego. Przy niektórych uzależnieniach lepiej jest powoli zmniejszać jego dawkę, aby organizm nie przeżył szoku (łagodniej przeżyć skutki odstawianie narkotyków, alkoholu itp.), a jednocześnie w ten sposób można uzyskać pewną kontrolę nad nałogiem. Dawki przyjmowanej substancji psychoaktywnej powinny być najpierw zredukowane do minimum, a następnie do zera. Długość trwania tego procesu powinna być dopasowana indywidualnie – jednak im dłużej będzie trwał, tym będzie trudniej. W momencie całkowitego odstawienia środka uzależniającego trzeba się liczyć z ogólnym, złym samopoczuciem organizmu oraz psychicznym.

Mogą pojawić się:

  • problemy z układem pokarmowym – nudności, wymioty itd.,
  • bóle mięśni i stawów,
  • drgawki,
  • biegunka,
  • podwyższona temperatura,
  • huśtawki nastrojów,
  • przygnębienie,
  • niepokój,
  • bezsenność,
  • nocne koszmary.

Przyda się bliski i szybki dostęp do toalety/łazienki. Uciążliwe dolegliwości nie zagrażają życiu, a można je łagodzić, m.in. popijając ziołowe preparaty, herbatki czy stosując takie leki jak aspiryna oraz środki nasenne. Na czas detoksu lepiej zafundować sobie lekkostrawną dietę. Odprężenie mogą również przynieść kąpiele z dodatkiem aromatycznych olejków.

Fizyczne objawy odstawienia środka uzależniającego mijają dość szybko. Trudniej zwalczyć nałóg w głowie. Dlatego mimo wszystko warto pomyśleć o jakiejś specjalistycznej terapii lub grupie wsparcia.

Narkotyki – ucieczka z samotności w samotność

Ludzie XXI wieku żyją w strasznym pędzie, goniąc za dobrami materialnymi, odpowiednim statusem, karierą. Uciekają przed cierpieniem, samotnością oraz oczekiwaniami, których nie udało im się spełnić. Wspomagacze takie jak narkotyki wydają się najlepszą opcją, aby jakoś sobie to wszystko „wynagrodzić”. Niestety złudną…

Gdy podstawowe potrzeby nie zostają spełnione…

Problemy z nałogami bardzo często wynikają m.in. z poczucia osamotnienia. Mimo iż człowiek jest istotą społeczną, „stadną”, nie zawsze już od małego dziecka ma możliwość bliskiego obcowania z osobami ważnymi w jego życiu. Samotność to zazwyczaj stan, którego sobie nie wybieramy, wręcz przeciwnie – staramy się go unikać, czując się pewniej, radośniej i bardziej potrzebnym wśród innych ludzi. Po narkotyki sięga się wtedy, gdy nie zostają zapewnione podstawowe potrzeby człowieka: fizjologiczne, przynależności, uznania, samorealizacji i bezpieczeństwa. Bardzo często chłód rodzinnego domu, rozpad małżeństwa rodziców i czy praca, która jest dla nich priorytetem w codzienności, zaliczane są do powodów, z jakich nastolatek uzależnienia się od substancji poprawiających nastrój. Tymczasem są one przepustką do złudnego życia i przekonania, że wreszcie trafił między ludzi, którzy go zrozumieją. Jednak i tam samotności się nie uniknie…

„Przyjaciele” od działki

W momencie rozpoczęcia przygody z narkotykami proces uspołeczniania się albo ulega zahamowaniu, albo całkowitemu zatrzymaniu. Osoba wpadająca w nałóg traci kontakt ze swoim środowiskiem. Nowe ma być rekompensatą samotności, a środki uzależniające zastąpić bliskich. Tymczasem ta szybka i łatwa gratyfikacja trwa chwilę, ale niestety wciąga. I tak się rodzi nałóg. Środowisko narkomanów jest społecznością hermetyczną. Tu nie ma miejsca na to, aby szczerze porozmawiać. Najważniejsze jest to, aby dostać kolejną działkę i zaliczyć odjazd, z którego niewiele będzie się pamiętać. W tym już za to pomagają „przyjaciele”, którzy mają dostęp do dealerów narkotyków.

Gdy inni nie widzą…

Narkoman uciekający przed samotnością, podobnie jak alkoholik ukrywa przed innymi, że bierze środek uzależniający. Kombinuje, jak go zażyć, gdy inni (głównie najbliższe otoczenie) tego nie widzą albo robi to w środowisku innych narkomanów. To stan, który z czasem jest dla niego zupełnie naturalny. Jednak granica między okazjonalnym braniem a czymś więcej zaczyna się coraz bardziej zacierać.

Każdy potrzebuje zainteresowania

Nastolatek, osoba dorosła – nie ma to znaczenia – każdy potrzebuje poczucia, że ktoś się nim interesuje, jest dla kogoś ważny. Obchodzą go nasze pasje, marzenia, problemy i radości. Narkotyki nie są i nie powinny być antidotum na złe samopoczucie i samotność. Mimo iż natychmiastowa odskocznia od problemów, jaką gwarantują, jest niebezpiecznie kusząca, to jednak skutki brania środków uzależniających mogą być jednak znacznie bardziej drastyczne.

Inteligentni emocjonalnie

Czy racjonalne zarządzanie emocjami jest możliwe? Bo mimo iż dzięki specyficznej wrażliwości łatwiej jest nawiązywać kontakty z innymi, to jednak nie mamy pewności, że z jej pomocą będziemy odnosić tylko sukcesy i odeprzemy każdy kryzys życiowym, nim się zacznie. Inteligencja emocjonalna nie wytycza co prawda naszego IQ, ale jest bardzo ważna w życiu i warto dążyć do jej osiągnięcia. Wiąże się z kompetencjami emocjonalnymi i społecznymi.

Dwa mózgi

Inteligencja emocjonalna została odkryta i nazwana dopiero około 30 lat temu przez amerykańskich psychologów: Petera Salavey’a i Johna Mayerw’a. Okazało się, że mamy dwa mózgi: jeden odpowiedzialny za nasze racjonalne działania, a drugi – kierujący się emocjami. Inteligencja emocjonalna to samoświadomość i samoregulacja. Jej wyrazem jest rozpoznawanie własnych emocji i zdolność kierowania nimi. Oznacza także empatię, czyli zdolność do wczuwania się w uczucia i potrzeby innych ludzi. Wiąże się także ze sztuką podporządkowania emocji obranym celom. Ułatwia też nawiązywanie kontaktów i podtrzymywanie ich.

Człowiek otwarty na nowe doświadczenia

Jakimi ludźmi są inteligentni emocjonalnie? Z pewnością to nie typ człowieka impulsywnego, który żywo i spontanicznie reaguje na otoczenie. To za to osoba, która otwarta jest na nowe doświadczenia, ale okazująca uczucia adekwatnie do sytuacji, w jakiej się znalazła. Gdy więc jest z czego się pośmiać, to się śmieje, a gdy coś wzbudza złość, to się po prostu złości. Łatwo radzi sobie ze stresem i odmawianie innym nie stanowi dla niej problemu. Realnie patrzy na swoje osiągnięcia i innych, a do tego nie boi się krytyki. Ma własne zdanie i potrafi je wyrazić, nawet wbrew większości. Człowieka o inteligencji emocjonalnej cechuje także perswazja – potrafi wzbudzać u innych określone zachowania i reakcje. Ma ponadto zdolności przywódcze – od generowania pomysłów aż po angażowanie w nie innych.

Wypracować emocje

Rodząc się, jesteśmy wyposażeni jedynie w emocje podstawowe takie jak np. gniew, smutek, zaskoczenie, niesmak, strach, szczęście. Emocje nazywane złożonymi, czyli m.in. współczucie, niesmak, obrzydzenie możemy sobie wypracować. Ich paleta rozrasta się wraz z naszymi kolejnymi doświadczeniami życiowymi.

Aby odnieść sukces w pracy czy w życiu poza intelektem i wiedzą, trzeba również umiejętnie zarządzać emocjami. Tą ostatnia czynność będzie się łatwiej realizowało w momencie, gdy zwolnimy tempo życia. Biorąc pod uwagę, że nasze emocje zaczynają się w ciele, warto zacząć go słuchać – uświadamiać sobie, co konkretnie się z nim dzieje, gdy doświadczamy silnych odczuć. Często za złością idzie napięcie mięśni, przyspieszone bicie serca, szybszy oddech. Za to w stanach radości – rozluźnienie, poczucie „lekkości”.

Inteligencja emocjonalna ma więc wielki wpływ na nasze relacje z innymi, pomaga radzić sobie ze stresem i czerpać satysfakcję z życia. Nie bez znaczenia jest w codziennym funkcjonowaniu w społeczeństwie i podnosi jakość kontaktów towarzyskich.

Skuteczna komunikacja, czyli jak rozmawiać z idiotami

Na to, jak rozumieją to, co mówimy inni ludzie, nie mamy wpływu. Każdy odbiorca inaczej filtruje przez swoje punkty odniesienia naszą wypowiedź. I nie ma co się zżymać: co za idiota! – bo nas nie rozumie. Choć to trudne, warto spróbować go jednak zrozumieć. Tym bardziej że inni ludzie mogą nas postrzegać podobnie. Każdy z nas nadaje na różnych częstotliwościach – sęk w tym, aby nie zakłócały się one wzajemnie.

Stworzyć odpowiednie warunki

Wstępem do skutecznej komunikacji jest najpierw zrozumienie siebie, aby przestać myśleć, że inni myślą w taki sam sposób, jak my. Trzeba bowiem wziąć pod uwagę, że każdy człowiek ma inny typ osobowości – jeden przywódczy, drugi zabawny, trzeci potrafi świetnie mówić, ale ma problem ze słuchaniem itd. Mając więc wiedzę, jaki to typ człowieka (na podstawie obserwacji), trzeba w dalszej kolejności stworzyć odpowiednią przestrzeń do rozmowy, w której obie strony będą czuły się bezpiecznie, ale na warunkach naszego odbiorcy. Dostosowując się w ten sposób do niego, sprawiamy, że skupia się on na treści, a nie na formie przekazu.

Uważne słuchanie

W skutecznej komunikacji przyda się uważne słuchanie. Zwiększamy w ten sposób swoją wrażliwość na innych i zaczynamy ich lepiej rozumieć. To pomaga nie tylko na niwie zawodowej, ale także w budowaniu relacji/związków z innymi ludźmi w życiu prywatnym. Człowiek uważnie słuchany czuje się bardziej doceniany i szanowany. Ma szanse swobodnie się wypowiedzieć na dany temat, a odbiorca nastawiony jest na odbieranie przekazywanych mu informacji i nie przygotowuje sobie już w tym czasie odpowiedzi. Aktywny słuchacz podtrzymuje kontakt wzrokowy z rozmówcą, nie rozprasza go, nie przeszkadza mu i zachęca do tego, aby kontynuował swoją wypowiedź. Aby zachęcić go do rozwinięcia jakiegoś tematu, zadaje mu pytania otwarte.

Nie pouczać, oceniać, krytykować…

Umiejętny słuchacz nie będzie oceniał, krytykował, pouczał czy zawstydzał. Nie będzie także uciekał od cudzych problemów poprzez pocieszanie, doradzanie czy zmianę tematu. Nawet jeśli za zwrotami w stylu: „Nie przejmuj się”, „Nie warto się martwić”, stoją najszczersze intencje, to jednak świadczą o nieliczeniu się z cudzymi emocjami i potrzebami. Do tego jeszcze zniechęcają do dalszej rozmowy. Często też rola doradcy odbierana jest raczej jako protekcjonalne traktowanie drugiego człowieka, ranienie jego uczuć.

Sztuka porozumiewania się z innymi

Komunikację personalną można doskonalić i rozwijać przez całe życie. Dotyczy to każdej osoby, która chce zdobyć praktyczne umiejętności w sztuce porozumiewania się z innymi, wzbogacające zarówno życie osobiste, jak i zawodowe.

W domu, w pracy, w urzędach, sklepach, na ulicy, w kontakcie przyjaciółmi, sąsiadami, twarzą w twarz lub przez telefon – wszędzie tam stajemy się częścią procesu komunikacyjnego. Sukcesem jest uzyskiwanie informacji zwrotnych między osobami, które ze sobą rozmawiają – wtedy można uniknąć wielu nieporozumień i niejasnych sytuacji. Warto także pamiętać o tym, że im lepsze są nasze relacje z innymi, tym lepiej się czujemy i mamy większą satysfakcję z życia społecznego, w którym na co dzień uczestniczymy.

Modyfikacje ciała – sztuka czy oszpecenie?

Ludzie poddają się modyfikacjom ciała z różnych powodów. Czasami są to operacje plastyczne poprawiające krzywy nos, odstające uszy, za mały lub zbyt obfity biust. Jednak nie zawsze względy estetyczne są najważniejsze. Pewne modyfikacje podyktowane są rytuałami religijnymi – np. obrzezanie chłopców czy tradycjami (zwłaszcza wśród ludów afrykańskich) np. samookaleczania w obrzędzie inicjacji (przyjmowania nowych osób do grona dorosłych lub wojowników). Niektóre zmiany jednak podyktowane są chęcią wyróżnienia się, upodobnienia do jakiegoś zwierzęcia (np. tygrysa, jaszczurki). Tym kierują się najczęściej zwolennicy body modifications (czyli modyfikacji ciała).

Żywe dzieło sztuki czy monstrum?

Moda na kolczykowanie nie tylko uszu, ale i języka, nosa, miejsc intymnych i innych części ciała, tatuowanie go, czy fundowanie sobie na nim różnych metalowych elementów, przyszła do nas ze Stanów Zjednoczonych. To, co dla tych osób jest formą wyrażania siebie, przez innych postrzegane jest kontrowersyjne, nazywane wręcz oszpecaniem ciała, a w skrajnych przypadkach uważane nawet za chorobę psychiczną, perwersję czy zaburzenia osobowości. Zwłaszcza gdy w grę wchodzą tak drastyczne formy, jak wyrywanie bez odpowiedniej sterylizacji części skóry, mięśni, zadawanie sobie głębokich ran czy wieszanie się na hakach. Są też i tacy, którzy decydują się na rozszczepianie języka na dwie części, opiłowują sobie zęby, czy wszczepiają metalowe przedmioty, perełki albo implanty pod skórę. W ten sposób tworzą np. rogi na czole, wypustki na rękach, wystające krążki na nogach. Wbijają sobie igły w ciało albo klamry.

Decydują się na skaryfikację, czyli uszkadzanie ciała poprzez nacinanie, zadrapywanie lub wypalanie skóry w celu uzyskania wzorów i deseni, rozciąganie dziurek w uszach, zszycie warg. Niektórzy poddają się strike branding’owi – wypalaniu punktowemu poprzez ogrzany kawałek metalu dociskany do skóry, działaniem lasera lub za pomocą koagulatorów czy skalpeli chirurgicznych. Traktują siebie jak żywe dzieła sztuki, choć bardziej przypominają monstra.

Niebezpieczne zabiegi

Tego typu sytuacje stwarzają poważne niebezpieczeństwo dla zdrowia, a nawet życia. Mogą wystąpić bowiem groźne powikłania, infekcje, alergie, pojawia się także zagrożenie żółtaczką, gronkowcem, wirusem HIV itp. Często zdarza się, że osoby decydujące się na piercing, tatuaże czy inne modyfikacje ciała robią to pod wpływem alkoholu, czy narkotyków. Do tego jeszcze widzą zainteresowanie mediów swoją osobą, więc upatrują w tym nowy pomysł na życie, do tego często dochodowy (np. udział w kampaniach reklamowych itd.). Przestają być anonimowi – wreszcie zauważa ich otoczenie.

Wyznawcy BM uważają siebie za wybrańców. W swoich kręgach szacunek zdobywają poprzez ilość modyfikacji. Im jest ich więcej, tym mają większe poważanie i uznanie. Jednak psychologowie i psychiatrzy zastanawiają się, czy tego typu zachowania nie mają jednak głębszego podłoża, niekoniecznie tylko wynikającego z mody na modyfikacje ciała…