Kategoria: Uncategorized

Hikkimori – japoński wirus samotności

Mimo iż na ziemi ciągle przybywa ludzi, jesteśmy nimi otoczeni każdego dnia na ulicy, w pracy, domu, tramwaju, to jednak są tacy, którzy silnie izolują się od innych. Wolą zamknąć się w czterech ścianach, nie czują potrzeby nawiązywania żadnych kontaktów, nie pracują, nie jadają posiłków z bliskimi. Jeśli chcą ewentualnie z kimś porozmawiać, wybierają Internet. Hikikomori to japoński wirus samotności i wyobcowania. Nazywa się tak zarówno ludzi, którzy go doświadczają, jak i samo zjawisko. To termin, który narodził się już w latach 90. XX w. W języku angielskim określany jest jako social wilddrawal.

Silne odizolowanie się

Problemem takich osób jest silne odizolowanie. Aby jednak zaklasyfikować je jako hikikomori, pacjent musi w takim wyobcowaniu żyć co najmniej przez 6 miesięcy. Wirus z reguły „dopada” nastolatków oraz młodych dorosłych (ok. 20 lat), częściej mężczyzn niż kobiety.

Osoba cierpiąca na hikikomori unika domowników, przyjaciół, znajomych. Zamknięta (dosłownie!) w czterech ścianach, opuszcza je tylko wtedy, gdy jest to naprawdę konieczne. Zdarza się, że rytm tych osób jest odwrócony – w dzień śpią, w nocy są aktywni. W ten sposób mogą maksymalnie ograniczyć swoje kontakty ze światem. Domownicy zazwyczaj zostawiają im jedzenie pod drzwiami, a kiedy mieszkają samotnie – zakupy robią online.

Zamknięci w czterech ścianach …

Hikikomori to wirus, który w Japonii sieje spore spustoszenie, na co wpływ ma przede wszystkim panujący w nim styl życia. Być może zbyt wielka presja, jaka wywierana jest już także na młodych ludzi poprzez „wyścig szczurów”, sprawia, że nie radzą sobie z nią. Zamknięci w czterech ścianach nie muszą brać udziału w tej gonitwie ani spełniać oczekiwań innych. Na ten rodzaj wyobcowania wpływ może mieć także charakter danej osoby, jej nieśmiałość, brak asertywności lub jej negatywne doświadczenia takie jak np. nękanie w rodzinie, w szkole, mobbing w pracy.

Ani nie choroba, ani zaburzenie psychiczne…

Hikikomori nie jest traktowane jako choroba psychiczna ani zaburzenie. Niemniej to wycofanie społeczne jest wielkim problemem. Na tyle dużym, że leczy się go poprzez psychoterapię. Podstawą do jej rozpoczęcia jest wyjście pacjenta z pokoju. Im dłużej jest on w nim zamknięty, tym trudniej się do niego dostać, aby mu pomóc i dłużej może trwać terapia. Terapeuta może spróbować przyjść do hikikomori, ale nie ma gwarancji, że zostanie wpuszczony. Nakłaniać może także przez internet, wysyłanie listów lub inne formy komunikowania się.
Nie jest łatwo hikikomori przekonać do tego, aby spróbował porzucić swój kokon izolacji i wyszedł do ludzi. Gdy jednak już zrobi pierwszy krok, czyli opuści swój pokój, można go zacząć przekonywać do tego, aby przekroczył próg swojego domu.

Japoński wirus samotności to problem społeczny, który poruszany jest ostatnio często w muzyce czy filmach (także w krajowych produkcjach jak np. „Sala samobójców”). To sygnał, żeby nie lekceważyć tego zjawiska.

Uwaga! Nadchodzi atak… paniki

Nagle robi Ci się duszno, nie możesz złapać tchu, serce łomoce jak szalone, masz wrażenie, że zaraz wyskoczy z piersi… Zamykasz się w jakimś pomieszczeniu, żeby przed tym uczuciem uciec, ale ono jednak nie mija. To typowe objawy paniki, która może pojawić się nagle, niepoprzedzona żadnym szczególnym wydarzeniem. Ekstremalnie silny lęk dopada nas bez powodu. Napady paniki to po depresji często występujące zaburzenia emocjonalne. Nieleczone mogą powodować wiele komplikacji. Częściej ataki przerażenia występują u kobiet niż u mężczyzn.

Lęk przed… lękiem

Po takim objawie paniki może narodzić się lęk przed… kolejnym atakiem. Osoba, która tego doświadczyła, zaczyna unikać sytuacji, które mogą wywołać napad oraz miejsc, w których nie będzie miała gdzie się schować, uciec. W ten sposób rodzi się agorafobia, czyli właśnie lęk przed miejscami, gdzie nie można liczyć na schronienie takimi jak np. mosty, samoloty, otwarte przestrzenie itp.

Negatywne skojarzenia

Atak paniki jest nieprzewidywalny. Po raz pierwszy doświadczać go możemy jako nastolatki. Trwa wówczas około godziny, choć ekstremalnych emocji możemy doświadczyć przez pierwsze 5-10 minut. Pacjenci czują się, jakby dopadła ich bardzo ciężka choroba, odczuwają strach przed śmiercią, chcą natychmiastowej pomocy, wzywają pogotowie itd.
Przyczyną ataku paniki mogą być negatywne skojarzenia, które mamy np. z jakąś czynnością, miejscem, zachowaniem. Pacjent cierpiący na jej napady nauczył się interpretować normalne doznania fizyczne jako przepowiednię obłędu, śmierci czy strasznego urazu. Katastroficzne podejście do zwykłych spraw, przerażające myśli na ich temat wywołują właśnie lękowe ataki. Gdy pacjent przeżywa silny lęk, organizm niejako przygotowuje się do walki lub ucieczki.

Wśród innych czynników wymienia się m.in.: skłonności genetyczne, stres, traumatyczne przeżycia (ciężka choroba, wypadek itd.) czy jako jedne z efektów takich chorób, jak: depresja, alkoholizm czy sezonowa choroba afektywna SAD.

Skuteczna psychoterapia

Ataki paniki leczy się środkami psychologicznymi. Jedną z podstawowych zasad jest zmiana sposobu rozumienia własnych sensacji cielesnych. To pierwszy krok do tego, aby wyeliminować nawroty paniki, nawet bez leków. Już nawet podczas 2-3 sesji terapeutycznych pacjent ma szansę zrozumieć, że przyspieszone bicie serca, duszności, drżenie ciała czy inne specyficzne sygnały, jakie wysyła ciało, nie muszą oznaczać najgorszego, tylko są normalnymi objawami.
Biorąc pod uwagę, że ataki paniki zakłócają równowagę w funkcjonowaniu mózgu, najważniejsza jest psychoterapia. Lęk pacjenta powoduje zakłócenia w układzie nerwowym, co prowadzi do nierównowagi chemicznej i do tego, że poszczególne partie mózgu przestają ze sobą prawidłowo współpracować. Narastający lek powoduje więc zmiany w organizmie, a nie jest ich przyczyną. Dzięki psychoterapii można skutecznie pozbyć się problemu. Tylko w niektórych przypadkach oprócz terapii stosuje się także leki. Istnieje bowiem ryzyko, że po ich odstawienie, pacjenta nadal będą dopadać ataki przerażenia.

Xanax – silnie skuteczny i… uzależniający

Mówi się o nim, że jest „lekiem na całe zło”, ponieważ pozwala wyluzować się, zapomnieć o problemach, złagodzić codzienny stres…. Popularność Xanaxu (alprazolamu) sprawiła, że sięga po niego wiele osób, traktując go jako antidotum na wszystko. Tymczasem jest to lek, który stosuje się w stanach lękowych, przy atakach paniki, agorafobii czy w depresji. Xanax jest niezwykle skuteczny, ale ma również działanie silnie uzależniające. Dlatego leczenie nim powinno być prowadzone krótko i ściśle pod kontrolą lekarza. Niestety nie zawsze pacjenci tak się tego trzymają…

Rozluźnia i uspokaja

Relaksująca moc Xanaxu sprawia, że bez medycznego powodu sięga po niego wiele osób. Daje uczucie rozluźnienia i uspokaja. Jednak stosowanie preparatu w taki sposób zwiększa tylko ryzyko uzależnienia. Może doprowadzić do sytuacji, że osoba go biorąca pewnego dnia nie będzie już umiała bez niego funkcjonować.

Znajdująca się w składzie tego leku pochodna benzodiazepiny – alprazol, zwiększa działanie głównej substancji hamującej aktywność ośrodkowego układu nerwowego GABA (kwas gamma-aminomasłowy). Czas działania tego środka wynosi 12-15 godzin. Najczęściej już po pierwszej dawce pacjent odczuwa mniejsze napięcie nerwowe, jest bardziej rozluźniony i bardziej senny. Lek likwiduje uczucie lęku i rozluźnia mięśnie.

Działa jak narkotyk

Zbyt częste przyjmowanie Xanaxu powoduje, że zaczyna on działać jak narkotyk. Pacjent uzależnia się od niego psychicznie i fizycznie, a kiedy próbuje ograniczyć lub odstawić lek, to pojawia się u niego tzw. zespół odstawienny, odczuwany m.in. poprzez bóle mięśni, głowy, lęk, niepokój czy nawet drgawki albo omamy. U osób nadużywających alkohol i narkotyki ryzyko uzależnienia jest większe.

Bezpieczne dawkowanie

Plan leczenia Xanaxem – ilość, wielkość i częstotliwość dawek – powinien zawsze ustalać lekarz. To lek przyjmowany doustnie, a w jednej tabletce może znajdować od 0,2 mg do 2 mg substancji aktywnej. Leczenie nim powinno trwać możliwie jak najkrócej, a całkowity okres przyjmowania go nie przekraczać 8-12 tygodni.
Doraźne przyjmowany Xanax nie stwarza zagrożenia uzależnienia. Jednak zwiększanie jego dawki dobowej może nie tylko wywołać skutki uboczne, ale także spowodować rozwój uzależnienia. Pierwsze z nich pojawiają się z reguły na początku leczenia i są to np. zawroty głowy, ospałość, obniżenie koncentracji, zaburzenia pamięci i libido.
Xanax nie powinny brać osoby, które cierpią m.in. na:

  • choroby nerek i wątroby,
  • niewydolność oddychania,
  • bezdech nocny,
  • w ciąży,
  • nużliwość mięśni.

Nie powinny po niego także sięgać osoby, które miały myśli samobójcze, cierpiały wcześniej na depresję czy były uzależnione od narkotyków lub alkoholu. Przyjmując Xanax, trzeba liczyć się z tym, że może obniżać sprawność psychofizyczną.

Ten psychotropowy lek nie jest wskazany dla osób, które mają zaburzenia emocjonalne wynikające z problemów życiowych. W takim przypadku bezpieczniej jest udać się na psychoterapię.

Czy pracoholika można nauczyć odpoczywania?

Kiedy inni czekają na wymarzony urlop, on zastanawia się, jak sobie zorganizować na ten czas pracę. Obowiązki zawodowe jest w stanie zabrać ze sobą nawet na drugi koniec świata. Czy pracoholika da się tego oduczyć i sprawić, aby odpoczywał podczas wakacji?

Chorobliwy pęd do pracy

Na co dzień nadmiernie angażuje się w pracę, staje się ona dla niego czymś na kształt wewnętrznej presji. Jest w stanie podporządkować pod obowiązki służbowe całe swoje życie – rodzina, znajomi, hobby i inne zainteresowania czy przyjemności schodzą zawsze na drugi plan. Pracoholik szuka potwierdzenia własnej wartości w uzależnieniu od pracy, jej wyników. Zależy mu na akceptacji i byciu najlepszym. To daje mu bodziec do działania, a jednocześnie nie potrafi wyznaczyć sobie pewnych granic. Nawet jeśli osiągnie jakiś cel, to jego chorobliwy pęd do pracy nie zwalnia tempa.

Takie uzależnienie wiąże się też z pewnymi skutkami zdrowotnymi. Nadprogramowe wypełnianie obowiązków służbowych przekłada się na ciągłe zmęczenie, depresję, wyniszczenie organizmu. Nierzadko pracoholik sięga także po alkohol, narkotyki itd.

Jak poradzić sobie z czasem wolnym?

Pracoholik wychodzi z założenia, że urlop to czas stracony. Dlatego zabiera ze sobą laptopa, telefon i jest w ciągłej „łączności” ze współpracownikami. Nie potrafi wypoczywać, żyje w poczuciu winy, jeśli nie pracuje, dlatego ten czas poświęca pracy, nawet sztucznie wytwarzając taką potrzebę. Mimo odczuwanego zmęczenia nie robi nic, aby odpocząć, zregenerować siły czy zająć się czymś innym. Jest nawet zły, że bezczynnie spędza czas i nie potrafi z niego efektywnie korzystać. Adrenalina, która mu w tym towarzyszy jest motorem napędzającym do działania. Jest w ciągłej gotowości, więc kiedy nagle jego życie zaczyna zwalniać tempo, to organizm to odchorowuje. Pierwsze chwile w czasie urlopu przypominają detoks. Pracoholik nie może spać, jest rozdrażniony i niespokojny. Na co dzień nie ma czasu na przeżywanie wielu emocji, a podczas urlopu nagle zaczynają one dochodzić do głosu. Czuje się więc bezradny i nie wie, jak sobie z nimi dać radę.

Trzy tygodnie odpoczynku

Aby pracoholik nauczył się odpoczywać, potrzebuje na to najlepiej 3 tygodni. Wówczas będzie mógł spokojnie przejść abstynencję od pracy. Pierwsze dni wolnego będą polegać na wyhamowywaniu z obowiązkami służbowymi i uczeniu się życia w znacznie wolniejszym tempie. Będzie musiał również opanować tryb przystosowania się do życia w domu.
Pracoholik nie może także zabierać ze sobą na wakacje służbowego laptopa i telefonu, żeby nie stanowiły dla niego pokusy.

Podczas urlopu z kolei warto znaleźć jakieś zajęcie pracoholikowi. Może być to np. zwiedzanie, czytanie książek albo sporty wodne. Warto, aby zmienił otoczenie, niczego nie planował. Urlop to czas, kiedy może na nowo odbudować swoje relacje z bliskimi, zbliżyć się do nich, nadrobić zaległości. Rodzina też zapewne będzie chciała ten czas wykorzystać maksymalnie. Pracoholik powinien więc pamiętać, aby jego praca nie popsuła wspólnych wakacji.

Odwracalne i nieodwracalne zmiany powodowane przez alkoholizm

Alkoholizm to choroba przewlekła, której skutkiem są zmiany w organizmie zarówno częściowo lub całkowicie odwracalne, jak i nieodwracalne. Pity w nadmiarze alkohol jest jak trucizna i ma niekorzystny wpływ na nasz wewnętrzne narządy. Niesie więc za sobą zagrożenia fizyczne i psychiczne.

Szansa dla wątroby

Pierwsze skutki nadmiernego spożywania alkoholu zauważalne są najpierw w układzie pokarmowym, gdzie może rozwijać się przewlekły stan zapalny. Poza owrzodzeniem żołądka, dwunastnicy czy wewnętrznych krwawień, mogą pojawić się także: biegunka, refluks żołądkowo-przełykowy, wzdęcia czy częste nudności oraz choroby przyzębia. Alkoholizm prowadzi ponadto do stłuszczenia wątroby, w której właśnie zachodzi metabolizm etanolu. Jeśli pacjent przestanie pić, to ten proces ma szansę się cofnąć, a jeżeli nie – może dojść do przewlekłego alkoholowego zapalenia wątroby i jej włóknienia. Efektem tego jest marskość wątroby.
Nadużywanie alkoholu zakłóca także pracę trzustki. Może on wywoływać zarówno ostry, jak i przewlekły stan, a w konsekwencji doprowadzić także do cukrzycy.

Anemia, uszkodzenia nerwów, choroby psychiczne

Zdrowy organizm wchłania prawidłowo substancje odżywcze i mineralne. U alkoholika jest to proces zaburzony, a niedobory dotyczyć mogą m.in. żelaza i kwasu foliowego. Ich niedostatek z kolei prowadzi do anemii (niedokrwistości) czy ogólnego osłabienia organizmu.
Alkohol nie pozostaje obojętny dla układu nerwowego. Ma na niego bezpośredni, toksyczny wpływ i uszkadza wiele nerwów. Pojawić się mogą wówczas zaburzenia czucia, różne dolegliwości bólowe wynikające z ucisku nerwów. Skutkiem może być także niedowład czy porażenie, pogorszenie wzroku (skrajnie prowadzące do ślepoty) oraz zmiany w psychice. Zaburzeniu ulega zdolność koncentracji i uwagi. Następują także kłopoty z pamięcią, a długotrwałe picie alkoholu może doprowadzić do zmian w charakterze oraz zaniku odczuwania emocji takich jak np. miłość.

Potencjalne zagrożenia sercowe i nowotworowe

Brak umiaru w piciu przekłada się także na funkcjonowanie układu sercowo-naczyniowego i wystąpienie nadciśnienia tętniczego, zakłócenie rytmu serca czy powiększenia rozmiarów serca, co prowadzi do jego niewydolności. Alkoholik zwiększa też swoje szanse na zawał serca czy udar mózgu. Jest ponadto mniej odporny, czyli bardziej podatny na infekcje. Nadużywanie alkoholu przyspiesza także osteoporozę, gdyż substancje służące do obudowy kości są gorzej wchłaniane.

Alkohol zwiększa ponadto ryzyko zachorowania na choroby nowotworowe, takie jak:

  • rak piersi,
  • wątroby,
  • trzustki,
  • jelita grubego
  • przełyku.

Zbyt duże i częste picie alkoholu wpływa też na życie seksualne i układ rozrodczy. Mężczyźni mają zaburzenia erekcji, a kobiety miesiączkowania. Kobieta ciężarna z chorobą alkoholową naraża nie tylko siebie, ale przede wszystkim dziecko na różne powikłania (np. Alkoholowy Zespół Płodowy).

Część objawów związanych z nadużywaniem alkoholu może zniknąć samoistnie w ciągu kilku dni lub tygodni, pod warunkiem, że pacjent zaprzestanie pić. Nawet jeśli innych nie da się już zatrzymać, bo stanami przewlekłymi, to zawsze można zapobiec kolejnym uszkodzeniom narządów. I o tym właśnie warto pamiętać!