W związku z trudną sytuacją gospodarczo-społeczną związaną z epidemią COVID19, wychodzimy naprzeciw osobą potrzebującym pomocy. Osobom, które są zainteresowane leczeniem i walką z nałogiem oferujemy dodatkowy miesiąc leczenia gratis! Szczegółowych informacji dotyczących promocji i oferty udzielamy telefonicznie. Zapraszamy do kontaktu!

Modyfikacje ciała – sztuka czy oszpecenie?

Ludzie poddają się modyfikacjom ciała z różnych powodów. Czasami są to operacje plastyczne poprawiające krzywy nos, odstające uszy, za mały lub zbyt obfity biust. Jednak nie zawsze względy estetyczne są najważniejsze. Pewne modyfikacje podyktowane są rytuałami religijnymi – np. obrzezanie chłopców czy tradycjami (zwłaszcza wśród ludów afrykańskich) np. samookaleczania w obrzędzie inicjacji (przyjmowania nowych osób do grona dorosłych lub wojowników). Niektóre zmiany jednak podyktowane są chęcią wyróżnienia się, upodobnienia do jakiegoś zwierzęcia (np. tygrysa, jaszczurki). Tym kierują się najczęściej zwolennicy body modifications (czyli modyfikacji ciała).

Żywe dzieło sztuki czy monstrum?

Moda na kolczykowanie nie tylko uszu, ale i języka, nosa, miejsc intymnych i innych części ciała, tatuowanie go, czy fundowanie sobie na nim różnych metalowych elementów, przyszła do nas ze Stanów Zjednoczonych. To, co dla tych osób jest formą wyrażania siebie, przez innych postrzegane jest kontrowersyjne, nazywane wręcz oszpecaniem ciała, a w skrajnych przypadkach uważane nawet za chorobę psychiczną, perwersję czy zaburzenia osobowości. Zwłaszcza gdy w grę wchodzą tak drastyczne formy, jak wyrywanie bez odpowiedniej sterylizacji części skóry, mięśni, zadawanie sobie głębokich ran czy wieszanie się na hakach. Są też i tacy, którzy decydują się na rozszczepianie języka na dwie części, opiłowują sobie zęby, czy wszczepiają metalowe przedmioty, perełki albo implanty pod skórę. W ten sposób tworzą np. rogi na czole, wypustki na rękach, wystające krążki na nogach. Wbijają sobie igły w ciało albo klamry.

Decydują się na skaryfikację, czyli uszkadzanie ciała poprzez nacinanie, zadrapywanie lub wypalanie skóry w celu uzyskania wzorów i deseni, rozciąganie dziurek w uszach, zszycie warg. Niektórzy poddają się strike branding’owi – wypalaniu punktowemu poprzez ogrzany kawałek metalu dociskany do skóry, działaniem lasera lub za pomocą koagulatorów czy skalpeli chirurgicznych. Traktują siebie jak żywe dzieła sztuki, choć bardziej przypominają monstra.

Niebezpieczne zabiegi

Tego typu sytuacje stwarzają poważne niebezpieczeństwo dla zdrowia, a nawet życia. Mogą wystąpić bowiem groźne powikłania, infekcje, alergie, pojawia się także zagrożenie żółtaczką, gronkowcem, wirusem HIV itp. Często zdarza się, że osoby decydujące się na piercing, tatuaże czy inne modyfikacje ciała robią to pod wpływem alkoholu, czy narkotyków. Do tego jeszcze widzą zainteresowanie mediów swoją osobą, więc upatrują w tym nowy pomysł na życie, do tego często dochodowy (np. udział w kampaniach reklamowych itd.). Przestają być anonimowi – wreszcie zauważa ich otoczenie.

Wyznawcy BM uważają siebie za wybrańców. W swoich kręgach szacunek zdobywają poprzez ilość modyfikacji. Im jest ich więcej, tym mają większe poważanie i uznanie. Jednak psychologowie i psychiatrzy zastanawiają się, czy tego typu zachowania nie mają jednak głębszego podłoża, niekoniecznie tylko wynikającego z mody na modyfikacje ciała…



Autor: Zespół Oaza | Opublikowano: 2018-06-19 | Ostatnia aktualizacja: 26 marca 2019